Festiwalowy piątek – relacja FOTO

„Żółte kalendarze”, „Do łezki łezka”, „Meluzyna”, „Kasa sex”, „King Bruce Lee Karate Mistrz” – o tych standardach polskiej muzyki rozrywkowej rozmawiano wczoraj w ostrowskim Forum Synagoga. Gościem spotkania był bowiem wybitny kompozytor, a także nasz tegoroczny laureat Nagrody Grand Prix Komeda za Całokształt Twórczości Andrzej Korzyński. W rozmowie uczestniczyła Maria Szabłowska, autorka książki „Znam wszystkie Wasze numery. Andrzej Korzyński w rozmowie z Marią Szabłowską”. Ta doskonale znana dziennikarka potwierdziła: – „Żółte kalendarze” to cięgle evergreen. Są takie piosenki, które nie odchodzą w zapomnienie, a czasem wielkie w danym czasie przeboje przemijają – mówiła Maria Szabłowska.

Kompozytor mówił także o swojej współpracy z reżyserami jak m.in. Andrzejem Wajdą czy Andrzejem Żuławskim. Nie zabrakło też pytania o muzykę, którą stworzył do cyklu „Akademia Pana Kleksa”. Kompozytor ze szczerością i humorem przyznał, że zna przerobione wersje utworów z „Akademii…”, ale nie obraża się na nie.

Uczestnikiem rozmowy z Łukaszem Maciejewskim był także Michał Wilczyński z GAD Records, który opowiadał o płytach z muzyką A. Korzyńskiego, sygnowanych właśnie przez GAD.
Kolejny punkt festiwalowego piątku to film „Mistrz” . To historia legendarnego pięściarza Tadeusza „Teddy’ego” Pietrzykowskiego, który zdobył tytuł mistrza wszechwag niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Oparty na faktach dramat przedstawiający nieznaną historię polskiego sportowca, który w miejscu zagłady stał się symbolem nadziei na zwycięstwo. Po projekcji w Ostrowskim Centrum Kultury publiczność spotkała się z reżyserem Maciejem Barczewskim, kompozytorem Bartoszem Chajdeckim oraz grającym główną rolę Piotrem Głowackim. – Od początku myślałem o Piotrze właśnie jako o najlepszym odtwórcy tej roli, choć wcześniej nigdy nie współpracowaliśmy. Miałem ku temu dwa powody. Po pierwsze – sam Tadeusz „Teddy” Pietrzykowski nie spełniał jakiegoś archetypu boksera, był królem uników, nikt nie mógł go trafić. Kluczem więc nie było obsadzenie atlety, osiłka, a kogoś z postury niepozornego, ale mającego w oczach tlący się ogień – i to był właśnie drugi powód – odpowiadał na pytania Magdaleny Miśki-Jackowskiej reżyser Maciej Barczewski.

– Film opowiada o bardzo trudnych doświadczeniach. Dla mnie jednak zawsze u podstaw mojej pracy jest radość, że mogę przekazać istotną opowieść, że mogę się z nią podzielić z widzami – mówił z kolei Piotr Głowacki. – „Teddy” był mistrzem uników, który przetrwał piekło właśnie dzięki sportowi, dla mnie więc to była ciągła opowieść o życiu. Gdy trenował, walczył, robił pompki, obóz przestawał istnieć – dodawała aktor.
Kolejne, ostatnie już tego dnia filmowe spotkanie to film „Najmro. Kocha, kradnie, szanuje” z muzyką Andrzeja Smolika i w reżyserii Mateusza Rakowicza. To film, osadzony w latach 80. i 90., inspirowany prawdziwymi wydarzeniami z życia Zdzisława Najmrodzkiego, który ośmieszał władze wymykając się 29 razy organom ścigania. Po seansie z publicznością spotkał się z Mateusz Rakowicz. – Jesteśmy retrosentymentalni, dla nas, twórców tego filmu, PRL to czas dzieciństwa – odpowiadał na pytania Ewy Smolińskiej reżyser. – Dla mnie dużym wyzwaniem było to, by był to film wyrazisty – mówił.

Obydwa wyświetlane w piątek filmy, a dokładnie muzyka do nich skomponowana, brały udział w konkursie o Nagrodę Grand Prix Komeda. Werdykt jury poznamy podczas sobotniej gali.

Piątkowy wieczór miał też akcent muzyczny – zakończył go koncert formacji EABS w Amfiteatrze Miejskim.

Fot. Andrzej Staszok